CześćII. Nie będziemy niebezpiecznie interpretowali każdego słowa.

Home / Uncategorized / CześćII. Nie będziemy niebezpiecznie interpretowali każdego słowa.

CześćII. Nie będziemy niebezpiecznie interpretowali każdego słowa.

"Nie będziemy mówić o szczegółach, bo istnieje niebezpieczeństwo dowolnego interpretowania każdego słowa". Nie wiem, czy w świetle takiej deklaracji, wysokiej rangą urzędniczki publicznej, powinienem jeszcze pokazywać jakiekolwiek dane o systemie edukacji. Jeszcze nie daj Boże ktoś dowolnie je zinterpretuje? Chyba jednak zaryzykuję. Dzisiaj odcinek o tym, co przez ostatnie 15 lat zmieniło się w gimnazjach w miastach na prawach powiatu.
Dlaczego o gimnazjach miejskich? Bo w przeciwieństwie do mniejszych samorządów tu uczniowie i rodzice mają do wyboru szeroką ofertę szkół (także niepublicznych). Bardziej skomplikowane dla samorządu jest tu także zarządzanie polityką edukacyjną. W efekcie cały ekosystem jest labilny i trudniej przewidywać konsekwencje poważnych zmian systemowych. A przecież o próbę prognozy, co stanie się ze szkołami naszych dzieci w tym cyklu chodzi.
Konkurencja pomiędzy szkołami ma swoje ciemniejsze strony. W tym przypadku chodzi o zróżnicowanie międzyszkolne. W największym skrócie chodzi o to, że wyniki na testach gimnazjalnych w coraz mniejszym stopniu zależą od talentu i pracy dziecka, a w coraz większym od szkoły, do której chodzi. W 2013 roku w miastach powyżej 100.000 mieszkańców, było to ponad 45 proc.!
zróżnicowanie międzyszkolene  
Jest to konsekwencja selekcji uczniów na wejściu - bardziej popularne szkoły mogą przyjmować statystycznie więcej dzieci dobrze się uczących i w konsekwencji łatwiej im przygotować wszystkich uczniów do lepszego zdania testu gimnazjalnego. W efekcie jeszcze są jeszcze bardziej popularne, wiec selekcja się pogłębia. Można zapytać, co w w tym złego? Otóż takie zróżnicowanie efektów nauczania obniża poziom wykształcenia całego społeczeństwa i powiększa nierówności społeczne. Widać to dobrze porównując np. wyniki testów PISA w różnych państwach. O tym wszystkim można przeczytać tutaj.
Wiemy już, że gimnazja selekcjonują i utrwalają nierówności edukacyjne, a zjawisko to pogłębił się przez ostatnie kilkanaście lat. Czego jeszcze możemy dowiedzieć się z dostępnych publicznie danych? Że w porównaniu z 2005 rokiem mamy o blisko 1/3 mniej gimnazjalistów. Nie powoduje to jednak zmniejszania się liczby szkół, a wręcz przeciwnie. Gimnazja te są coraz mniejsze, a klasy mniej liczne. Konsekwencje tego procesu ponoszą samorządy, a właściwie ich mieszkańcy. Pisałem o tym już poprzednio: subwencja zależy od liczby uczniów, a wydatki na oświatę od liczby nauczycieli.
Źródło: opracowanie własne na podstawie BDL/GUS
Dane te zasadniczo potwierdzają, to co mówią samorządowcy i widzą rodzice.
Ciekawsze wydaje się jednak to, co próbują robić samorządy, aby zaradzić problemowi rosnących wydatków na oświatę. Pokazuje to poniższa infografika (niestety tylko od 2011 do 2015 roku, ponieważ GUS niektóre dane ma tylko za ten okres).
Źródło: opracowanie własne na podstawie BDL/GUS
W prawym górnym rogu możemy zobaczyć poprawienie się relacji liczby uczniów do liczby nauczycieli (etatów), która przesądza o wielkości deficytu w budżecie edukacji (prawa górna kolumna), w porównaniu z innymi wielkościami (pozostałe kolumny). Wykres poniżej pokazuje, która z nich wpływa na poziom oszczędności. Korelacja pomiędzy zmianą liczebności klas, a poprawą stosunku liczby nauczycieli do liczby uczniów jest istotna statystycznie, a współczynnik determinacji znaczący. Mówiąc prościej - zwieszenie przeciętnej liczby uczniów w klasie w 1/3 odpowiada za zmniejszenie deficytu w wydatkach. Tutaj szczególna pochwala należy się Robertowi Biedroniowi - Słupsk jest liderem takich zmian. Z analizy tej wyłączyłem Chełm, ponieważ decyzje władz były tam zadziwiające (zwiększenie liczby gimnazjów i nauczycieli o 10% przy jednoczesnym takim samym zmniejszeniu liczby liczby uczniów). Na szczęście jest to miasta o jednej z najniższych liczbie gimnazjalistów w Polsce.
Trochę trudniej jest powiedzieć, w jaki sposób gminy osiągnęły zwieszenie liczby uczniów w klasach. Wykres u dołu, po lewej stronie pokazuje proces zmniejszania się zróżnicowania liczby uczniów w klasie pomiędzy miastami. Widać z tego, że miasta o największym zróżnicowaniu istotnie poprawiły tą wielkość. Najbardziej prawdopodobną hipotezą jest likwidowanie gimnazjów. W procesie tym przepuszczanie istotną rolę odegrało przekształcanie podstawówek w zespoły połączone z gimnazjum. Uczniowie całymi klasami przechodzili ze szkoły podstawowej do gimnazjum w tym samym budynku. Hipotezę tą trudno jednak zweryfikować bez danych z CIE. GUS nie podaje bowiem statystyki liczby zespołów szkół. Z dostępnych danych wiadomo jednak, że ponad 50% gimnazjów w miastach gimnazjów jest w takich zespołach.
Co z tego wynika, dla efektów reformy, której szczegółów nie poznamy, aby "powstało niebezpieczeństwo dowolnego interpretowania każdego słowa"? Przypuszczalnie miasta będą dalej tworzyły zespoły szkół. O ile oczywiście wystarczy im miejsca w budynkach szkolnych (w podstawówkach jest obecnie siedem, a nie sześć roczników dzieci!). Ale o tym wszystkim w kolejnych odcinkach :-).
Recommended Posts

Leave a Comment

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt

Start typing and press Enter to search