Dlaczego rodzice powinni protestować razem z nauczycielami?

Home / Uncategorized / Dlaczego rodzice powinni protestować razem z nauczycielami?

Dlaczego rodzice powinni protestować razem z nauczycielami?

10 października na ulicę wyszli nauczyciele, aby protestować przeciwko likwidacji gimnazjów. Nie widać było zbyt tłumnie obecnych rodziców na tych pikietach. A sumie to nas i nasze dzieci ta anty-reforma dotknie. Nie chodzi tu o obronę etatów nauczycielskich trzęsienie ziemi w edukacji, które daleko przekracza wyobraźnię minister Zalewskiej.
Argumenty o bałaganie, powrocie do PRL, programach pisanych na kolanie, zmniejszaniu liczby godzin przedmiotów przyrodniczych i ścisłych, zwolnieniach nauczycieli są coraz częściej powtarzane:
Proponuję trochę bliżej przyjrzeć się temu co w konsekwencji d. zmiany stanie się z liceami. Dzisiaj koncentrujemy na gimnazjach i podstawówkach, bo to je najpierw rozjedzie walec antyreformy. Ponieważ pisałem o tym w poprzednich wpisach , to tym razem zajmę się właśnie szkołami ponadgimnazjalnymi. Można myśleć, że dopiero za trzy lata fala zmian dotknie tego poziomu edukacji. Tyle, że gdy za trzy lata, jak nasze dzieci będą walczyły o miejsce nie tylko w przyzwoitym, ale i jakimkolwiek liceum lub technikum będzie już trochę za późno.
Ale może od początku. Co możemy znaleźć w danych na temat konsekwencji zmian dla szkół ponadgimnazjalnych? Zacznijmy od sprawdzenia aktualnej sytuacji. Dzisiaj po nieco ponad 40 proc. rocznika uczy się w liceach i technikach, a około 15 proc. w szkołach zawodowych. Jeżeli spojrzymy w dane za ostatnie pięć lat, to zobaczymy niewielkie zmiany dotyczące liceów (mniej uczniów) i techników (więcej). Na mapie poniżej pokazuję, jak wygląda to w poszczególnych powiatach. Sytuację w edukacji ponadgimnazjalnej należy pokazywać na poziomie powiatowym nie tylko dlatego, że jest to zadanie własne samorządu na tym szczeblu. To powiaty są w zdecydowanej większości organami prowadzącymi placówki (w zależności od typu szkoły i rodzaju samorządu od 60 do 100 proc.). Równocześnie dla samych uczniów dojazd do szkoły w obrębie powiaty przeważnie nie stanowi problemu.
Źródło: obliczenia własne na podstawie BDL GUS
Na wszystkich mapach można wybrać województwo, którego dotyczyć mają dane. Można także wskazywać pojedyncze powiaty.
Na mapach pokazuję także szacunek tego, czy w istniejących szkołach jest za wystarczająco, czy za mało miejsca w stosunku do liczby uczniów. Bardziej zainteresowanym służę algorytmem tej symulacji. Na użytek bloga powiem, że została ona oparta na danych dotyczących liczebności klas i stosunku liczby klas i liczby pomieszczeń w latach 2010-12 (takie dane można znaleźć w GUS). Oczywiście nie jest tak, że uczniowie w powiatach o zbyt małej liczbie miejsc w szkołach nie uczą się wcale ;-). Cześć nich uczy się w sąsiednich powiatach - np. miastach, część w przepełnionych klasach, a cześć w innych szkołach niż by chcieli.
Wybiegnijmy może trochę w przyszłość. Proponuję lata 2019-22. Dlaczego tak odległa data? Anny Zalewskiej nie będzie już wtedy w MEN (miejmy nadzieję), jednak pasztet przez nią zrobiony będziemy musieli razem z naszym dziećmi wcinać. 2022 rok jest bowiem pierwszym, w którym z zgodnie w reformą w szkołach ponadgimnazjalnych będzie się uczyło pięć zamiast trzech roczników, w tym dodatkowy wynikający z objęcia edukacją szkolną sześciolatków. Od razu powiem, że z przekształcaniem gimnazjów w licea będzie problem, ponieważ te pierwsze są dzisiaj własnością gmin, a drugie powiatów. Powiaty zatem będą musiały zwiększyć swoją ofertę miejsc w szkołach ponadpodstawowych o około 40%, otwierając nowe placówki. Ponieważ edukacja nie jest dla powiatów "dobrym biznesem" - dopłacają od 10% do 40% do subwencji oświatowej, to pewnie nie będą się do tego specjalnie paliły. Jednocześnie nowootwierane szkoły nie będą przypuszczalnie miały zbyt wysokiego poziomu (a w każdym razie nic nie będzie można powiedzieć o tym poziomie). Rodzice dzieci, które do szkoły ponadpodstawowej wybierać się będą za 5-7 lat już dzisiaj powinny przygotować się na walkę o miejsca. Oczywiście pewnym rozwiązaniem jest nie pójście w ogóle do szkoły, co chyba przewiduje MEN obniżając w projekcie reformy wiek obowiązku szkolnego do 16 roku życia.
Źródło: obliczenia własne na podstawie BDL GUS
No dobrze, ale załóżmy, że samorządy w imię odpowiedzialność za Polskę i w konsekwencji nacisku rodziców podejmą wysiłek stworzenia odpowiedniej liczby miejsc w szkołach ponadpodstawowych. Przygotowałem symulację opierająca się na założeniu rocznych przyrostów miejsc w poszczególnych rodzajach szkół około 10 razy większych niż miało to miejsce w ostatnich latach. Ja widać poniżej, nawet takie tempo nie umożliwi wszystkim uczniom z terenu każdego powiatu znalezienia miejsca w szkole u siebie w powiecie.
Źródło: obliczenia własne na podstawie BDL GUS
No dobrze, ale przecież od dawna wiadomo (prezentowane wyżej dane tez to potwierdzają), że uczniowie z terenów podmiejskich dojeżdżają do szkół w miastach. Zatem może miasta rozwiążą problem? Zakładając nawet, że będą chciały pomagać rodzicom, którzy nie płaca na ich terenie podatków, to mogą zwyczajnie nie dać rady. Ich własna baza szkolna będzie wymagała znaczącego powiększenia, szczególnie od roku 2022. Dokładnie możemy przyjrzeć się temu na slajdach poniżej.
przejścia pomiędzy slajdami za pomocą boxów na górze rysunku.
Źródło: obliczenia własne na podstawie BDL GUS
I na końcu pieniądze. Jak pisałem wcześnie utrzymanie szkół ponadpodstawowych kosztuje samorządy powiatowe więcej niż otrzymują w ramach subwencji oświatowej. Można policzyć dokładnie ile więcej rocznie powiat będzie wydawał na szkoły, czyli ile mnie będzie mógł wydać na inne zadania (np. drogi, wspieranie niepełnosprawnych, czy kultura fizyczna). Kwota ta nie uwzględnia wydatków na inwestycje w dostosowanie budynków do potrzeb szkoły ponadpodstawowej. Nota bene, im mniej samorząd stworzy miejsc tym mniej będzie dopłacał. Chyba, ze ktoś wpadnie na pomysł, aby subwencja pokrywała rzeczywiste koszty edukacji. Jednak w dobie oszczędzania na 500+ bym na to nie liczył.
Źródło: obliczenia własne na podstawie BDL GUS oraz IBE
Nie wygląda to wszystko bardzo wesoło i chyba w tej sprawie też trzeba będzie wybrać się na barykady. Tym bardziej, że to sprawa naszych już narodzonych dzieci.
Recommended Posts

Leave a Comment

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt

Start typing and press Enter to search