Z głowy, czyli z niczego. Część I.

Home / Uncategorized / Z głowy, czyli z niczego. Część I.

Z głowy, czyli z niczego. Część I.

Wróciliście z wakacji? Dzieci idą do szkoły, więc i plaże zrobiły się puste. Jeżeli lato potraktowaliście także jako urlop od polityki (słusznie), to pewnie dopiero teraz zorientowaliście się, że nie wiecie w jakich szkołach, według jakich programów i z jakich podręczników będą się uczyły Wasze dzieci w najbliższych latach. Pocieszę Was. Nikt tego nie wie. A wiele wskazuje na to, że również moja ulubiona minister od edukacji nie ma o tym pojęcia. Na szczęście rodzice dzisiejszych 9-14 latków mają doświadczenia z obniżania wieku rozpoczynania nauki w szkole. Zatem są już zaprawieni w radzeniu sobie ze slalomem reform edukacyjnych.
Ponieważ zgodnie z ugruntowaną tradycją, zmiany są wyprowadzane na podstawie wglądu we własny rozum Pani Dyrektor, ponieważ suweren nie musi wiedzieć co oznacza "evidence based". Dlatego po raz kolejny podrzucę trochę trochę danych i wniosków z nich płynących. Traktuję to jako swoje niegroźnie hobby. Nie zakładam bowiem, że jakikolwiek decydent z nich skorzysta.
Danych jest sporo. Wprawdzie część z nich jest dostępna jedynie MENowi (SIO, CKE), ale nawet te, które można znaleźć w BDL GUS umożliwiają ciekawe analizy. Poza tym podjąłem starania w celu wyrwania pozostałych danych z gardła MENowi. O efektach będę informował.
Materiału jest naprawdę dużo, więc wnioski, jak anonsuje tytuł, podzielę na kilka odcinków. Zacznę od może mniej Was interesującego - dotyczącego sytuacji na prowincji. Dlaczego? Ponieważ od jakości edukacji dzieci z rodzin o niższym kapitale społecznym zależy poziom wykształcenia społeczeństwa. Dzieci z rodzin o wysokim kapitale kulturowym i tak sobie poradzą. Efekty złej edukacji osób defaworyzowanych zobaczymy w innowacyjności gospodarki, nierównościach społecznych oraz popularności i liczebności ONR za 10 lat.
Może jednak do konkretów. Dzisiaj odcinek o tym, co stało się w ciągu ostatniej dekady i jakie wnioski płyną z tego dla zapowiadanych zmian. Posłużę się danymi dotyczącymi gmin miejsko-wiejskich (1/4 wszystkich w Polsce), ponieważ są one dostępne na najniższym poziomie agregacji (NTS 5) i pozwalają wyciągać wnioski o procesach w małych społecznościach. Dane pokazują trzy zjawiska.
1. Zmniejszanie liczby szkół publicznych i wzrost niepubliczny - głownie na terenach wiejskich
źródło: opracowanie własne na podstawie BDL GUS
Jak widać zmniejsza się ogólna liczba szkół, co w niewielkim tylko stopniu można tłumaczyć demografią. 2015 rok był pierwszym, w którym w szkołach podstawowych uczyło się siedem, a nie sześć roczników dzieci (wszystkie sześciolatki). Widać też, że mimo bardzo silnego trendu tworzenia szkół niepublicznych na obszarach wiejskich, ogólna liczba placówek spadała. Wniosek jest dosyć prosty - gminy dają rodzicom na wsi prostą alternatywę: likwidujemy szkołę, albo tworzycie na jej bazie szkołę społeczną. Wskazuje na to silna korelacja między spadkiem wydatków samorządów na płace ze wzrostem tych, na dotacje (oczywiście w dziale edukacja). Nie robiłem już wizualizacji, bo trzy na jeden odcinek wystarczą, ale możecie mi wierzyć na słowo :-). Oczywiście szkoły są cały czas bezpłatne - aż tak daleko determinacja rodziców do obrony szkoły we własnej wsi nie sięga. Jednak gmina kłopot związany wchodzeniem do szkół coraz mniej licznych roczników zdejmuje sobie z głowy. Biorą go na siebie społecznicy i rodzice.
2. Oszczędności
Odpowiedź na pytanie, co napędza proces przekazywania szkół stowarzyszeniom jest prosta. Samorządy zmuszone są do ponoszenia kosztów edukacji wynikających z Karty Nauczyciela, ale subwencję otrzymują zależnie od liczby uczniów. Dodatkowo kolejne reformy i zmiany zmuszają je do ponoszenia znacznych kosztów inwestycyjnych (przedszkola, 6latki w szkołach...). Oszczędności są niezbędne, aby nie zbankrutować.
Przyczyny te pokazuje poniższa infografika. Dwa słowa wyjaśnienia. Na górnych wykresach widać skalę dopłacania przez samorządy do kwoty otrzymywanej subwencji oświatowej. Na osi jest pokazana proporcja pomiędzy wydatkami na wynagrodzenia nauczycieli, a wysokością subwencji oświatowej. Jak widać rekordziści dopłacają 1,5 tego, co dostają z budżetu państwa! A przecież nie są to jedyne koszty edukacji. Kolory oznaczają natomiast liczbę uczniów szkół podstawowych w gminach. Dolne wykresy obrazują natomiast korelację pomiędzy tempem wzrostu liczby szkół społecznych, a wydatkami gmin na jednego ucznia. Zależność w 2015 roku jest istotna statystycznie, chociaż nie bardzo silna. Jednak jeżeli przyjrzymy się jedynie gminom o dużym udziale szkół społecznych, to korelacja tam znacząco większa (suwak po prawej stronie wykresu umożliwia zobaczenie tego zjawiska mierzonego współczynnikiem determinacji r2). Wielkość i kolor znaczników oznaczają odpowiednio liczbę uczniów na terenie wiejskim i w całej gminie.
źródło: opracowanie własne na podstawie BDL GUS
Gminy mają minimalny wpływ na główne źródło kosztów (wynagrodzenia), a państwo nie kwapi się zmianą Karty Nauczyciela, która mogłaby poprawić tą sytuację. Jedynym rozwiązaniem dla samorządów jest przekazanie szkół organizacjom społecznym, gwarantując im nawet poziom dotacji równy kosztom ponoszonym wcześniej na szkolę publiczną. Wprawdzie właśnie rząd zauważył to zjawisko i chce utrudniać gminom przekazywania szkół stowarzyszeniom (zgoda kuratora). Czyli "możecie nie mieć nawet jedno dziecko w rejonie, ale i tak będziecie musieli płacić nauczycielom, bo nie dostaniecie zgody od kuratorium (Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?)
3. Migracja uczniów do szkół na obszarach miejskich
Mimo podobnego tempa zmniejszania się liczby szkół oraz tworzenia szkół społecznych na terenach wiejskich od 2005 roku coraz większa część dzieci mieszkających na wsi dojeżdża do szkół w mieście.
Infografika wymaga kilku słów instrukcji. Mapy po lewej stronie pokazują o proporcje pomiędzy dziećmi chodzącymi do podstawówce w mieście i tam mieszkającymi (górna) i taką samą proporcję dla obszarów wiejskich (dolna). Natomiast "whiskery" po prawej dotyczą zmiany odsetka dzieci ze wiejskich chodzący do podstawówki na terenie wiejskim dla poszczególnych gmin w podziale na województwa ("whisker" jest wykresem, który pokazuje medianę wartości oraz granicę poszczególnych kwintyli). Zmiany dla poszczególnych województw można obejrzeć wybierając jedno z nich w prawym górnym rogu ekranu.
źródło: opracowanie własne na podstawie BDL GUS
Jak ktoś miałby kłopot z interpretacją, to trend jest powszechny. Dzieci wiejskie przenoszą się do szkół w miasteczkach. Pojedyncze przypadki gmin, gdzie dzieje się inaczej są przypuszczalnie wynikiem kwalifikacji statystycznej miejsca położenia "szkoły zbiorczej".
Dlaczego tak się dzieje? Wydaje się, że są co najmniej dwie przyczyny. Z jednej strony dla gmin tańsze jest utrzymywanie większych szkół w mieście. Nie zmusiłyby jednak rodziców do wysyłania tam dzieci, gdyby nie byli oni przekonani o wyższym poziomie tych szkół. Żeby sprawdzić, czy rodzice mają rację należałoby mieć dostęp do danych CKE.
Czy jest to proces korzystny? Dla gmin na pewno tak. Dla dzieci być może też. Jednak na pewno będzie to napędzało proces ucieczki młodych ze wsi.
Co z tego wszystkiego wynika dla prognozowania konsekwencji bałaganu, który funduje nam Zaleska minister? Po pierwsze, samorządy na pewno wykorzystają wykorzystają tą okoliczność dla przyspieszenia przenoszenia uczniów do miast. Jak? Chociażby wykorzystując możliwość przekształcania gimnazjów w podstawówki "poziomu gimnazjalnego" (klasy 5-8). Po drugie, pojawi się poza dużymi miastami problem selekcji szkolnej. Dzieci gorzej się uczące zostaną w klasach 5-8 w podstawówkach wiejskich, a mające lepsze wyniki zaczną się uczyć w szkołach w miasteczkach. Dzisiaj taką selekcję mamy na poziomie gimnazjów w dużych miastach. Teraz pojawi się on także w mniejszych ośrodkach. I to w wieku wieku 10, a nie 12 lat. Dla tych, którzy nie widzą w tym problemu proponuję zapoznać się z wynikami PISA uczniów niemieckich (pisałem o tym tutaj). I po trzecie, będziemy mieli do czynienia z dużymi zwolnieniami nauczycieli przedmiotowych w szkołach publicznych, w konsekwencji ograniczenie ich do klas 1-4. Moją prognozę tych procesów przedstawię w jednym z kolejnych odcinków. Ale chyba najpierw zajmę się tym, co może stać się w miastach.
Recommended Posts

Leave a Comment

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt

Start typing and press Enter to search